piątek, 30 czerwca 2017

Prosta pielęgnacja dziecka

Prosta pielęgnacja, jeśli chodzi o drugie dziecko. Przy pierwszym chuchaliśmy, dmuchaliśmy, cackaliśmy się. 
A teraz, przy drugim, wszystko wydaje się takie nieskomplikowane. 
Róża przesypia ładnie noce, budzi się czasem raz, czasem dwa razy na mleczko. Budząc się, nie robi tego z rykiem wygłodzonego lwa, tylko kręci się i pochrząkuje. I to wystarczy żebym wzięła ją na karmienie. 
W przeciwieństwie do Mai je krótko, po parę minut do 10, ale za to często, jeśli chodzi o dzień. Przy Mai stosowałam 2-3 godzinne przerwy, a Różę karmię na żądanie - często więc co godzinę. I nie mam problemu z karmieniem w miejscach publicznych. Mamy nawet swój kącik w bibliotece.
Róża początkowo spała z nami w łóżku, ale stwierdziłam, że ja też chcę się wysypiać, a nie spać ostrożnie, bo obok dziecko. Poza tym ma wygodny materacyk w swoim łóżeczku. Obyło się bez protestów. 


W dzień śpi raczej w wózku. Najlepiej zaś na spacerach (Maja na spacerach ciągle płakała). 


Tu akurat śpi na balkonie. Obok remontują blok i Róża przy dźwiękach wiertarki udarowej (lepsza niż szumiś) natychmiast zasypia, a ja mogę porobić w domu to, co mam do roboty. 
Wózek jak wózek, Quinny, bez rewelacji. Jeździ się w miarę dobrze, ale ciężki okropnie. Problematyczny ciężarowo jak mam go chować do bagażnika (a często gdzieś jeździmy). 

Co do pielęgnacji, to nie wyobrażam sobie pielęgnacji dziecka bez przewijaka na łóżeczku. Jest to bardzo wygodne. Tym bardziej, że obok mam komodę z rzeczami dla Róży. 



Pieluszki testujemy różne dady, pampersy babydream, toujours (z tych byłam najmniej zadowolona, za sztywne). Do mycia używamy często przegotowanej wody i wacików albo po prostu chusteczek nawilżanych (huggies, babydream). No i krem, oczywiście zielony linomag. 
Kąpiemy w łazience, tam zanosimy przewijak. Myjemy zielonym hippem, czasem dodajemy oliwki. Nie myjemy włosów specjalnym szamponem, nie balsamujemy ciałka potem.  Oczy, buźkę, pupę, przemywam przegotowaną wodą.  Włoski czeszemy szczotką z naturalnego włosia. 
Z leków dostaje oczywiście witaminę  D, 5 kropli espumisanu (i odpukać żadnych problemów) oraz rano 3 krople probiotyku. 


Róża naprawdę nie jest skomplikowanym dzieckiem. Sporo czasu spędza w bujaczku/leżaczku nuna, w którym łagodnie się kołysze, rozglądając się wokół, a ja mam czas ugotować obiad czy zrobić porządki. Bujaczek wędruje więc po całym mieszkaniu. 


Kolejna trafiona rzecz to fotel bujany z Ikei. Uwielbiam się z Różą na nim bujać. Świetnie ją wycisza.  I często też tu usypia, kołysana na rękach. 


Nie żałuję też zakupu poduchy motherhood, która służyła mi w czasie ciąży do spania, a teraz podkładam ją sobie pod plecy jak karmię lub też służy ochronnie, gdy Róża leży na naszym łóżku. 


Róża, gdy nie śpi, wykazuje duże zainteresowanie światem, lubi patrzeć w okno, na wiszące szafki, lampy, chwilę też skupia uwagę na karuzeli, wiszącej nad łóżeczkiem. Interesują ją też bardzo książeczki. Ostatnio nawet wypożyczyłam 4 książeczki czarno - białe specjalnie dla niej w bibliotece.




I tak wolniutko, nieskomplikowanie płyną nasze dni. 


wtorek, 20 czerwca 2017

Wspomnienie czerwcowego weekendu

Albo zimno, leje i wieje, albo upał niemiłosierny. Na szczęście trafiają się też w miarę spokojne pogodowo dni, i takie właśnie staramy się wykorzystać jak najbardziej. W ostatni weekend obraliśmy kierunek – Puszczykowo, niewielka miejscowość pod Poznaniem, ale jakże malownicza. Zaczęliśmy oczywiście od znanego już nam Muzeum Arkadego Fiedlera. Dzięki rzeźbom, wykonanym na podobieństwo tych istniejących w różnych ciekawych zakątkach, można przenieść się w miejsca, do których pewnie nigdy się nie trafi.




Po muzeum obowiązkowo lody w słynnej lodziarni przy stacji kolejowej.




A potem spacer nad rzeką i cieszenie się biskością natury. Maja ma niesamowitą tendencję do natychmiastowego brudzenia się, więc nie dziwne, że w nowych różowych sandałkach wylądowała w mule. Chciała sobie wyciągnąć „małżyka”. Na najlepszą pizzę w okolicy pojechała więc z czarnymi stopami.




W poniedziałek – zakończenie sezonu baletowego i pokazowe zajęcia.


Po przyjemnym weekendzie upalny wtorek.

środa, 7 czerwca 2017

Szczepić czy nie szczepić?

Koleżanka, ostra przeciwniczka szczepień, zapytała mnie po co chcę szczepić dziecko? W pierwszej chwili nie wiedziałam co powiedzieć. Bo Maję szczepiłam? Bo ja sama byłam szczepiona? Bo nie wyobrażam sobie nie szczepić? Bo wszyscy szczepią?
Wiem, że nie wszyscy szczepią. Jest wielu przeciwników, którzy przytaczają argumenty powikłań, autyzmu, obecności w szczepionkach szkodliwej rtęci. Kontrargumentujący natomiast odpowiadają między innymi, iż nie ma niezbitych dowodów, że autyzm to wynik szczepienia, zaś rtęć jest w minimalnej dawce. No a poza tym, co by było, gdyby cała Polska nie szczepiła dzieci? Epidemia za epidemią?
Najsłabszy dla mnie argument przeciwników, to taki, że córka/syn po 5/8 latach od szczepienia ma taką i taką chorobę. Ciekawe skąd rodzic ma pewność, iż zapalenie dróg oddechowych po 5 latach jest wynikiem szczepienia? Zdaję sobie sprawę, że zaraz po szczepieniu mogą pojawić się niepożądane objawy i drżę przed tym. Czytałam ulotki. Jednak wolę, by moje córki nie zachorowały na żadną z chorób, przeciwko którym przeciwdziałam, szczepiąc. Czytałam bowiem też informacje, do czego mogą doprowadzić te choroby zakaźne.


Bierzemy więc Hexacimę oraz Prewenar. Nie chcę państwowej szczepionki z Azji, która nie zawiera antygenów na 3 brakujące w niej szczepy bakterii występujące najczęściej w Polsce. I pediatra i położna za głowę się łapali, jak opowiadali mi o tym „darze” państwa dla społeczeństwa, jaką jest azjatycka wybrakowana szczepionka przeciw pneumokokom, którą zresztą nazywa się „eksperymentem medycznym”.

Cóż, decyzja podjęta, wkrótce wybieramy się do przychodni.